Można się było tego spodziewać - podnosi się poziom wody w podkarpackich rzekach. Dodatnie temperatury i padający z przerwami deszcz niepokoją służby przeciwpowodziowe. Dużo zależy teraz od tego czy sprawdzą się długoterminowe prognozy pogody. Te przewidują ochłodzenie spowalniające topnienie śniegu.
Dodatnie temperatury w nocy i aż plus dwanaście w południe sprawiają że miejskie lodowce błyskawicznie zamieniają się w małe w rwące rzeczki. Ziemia przyjmuje coraz mniej wody dlatego kałuże i taki potoki można spotkać na każdym kroku. A to już satelitarny obraz Podkarpacia. Ta ciemna plama to nic innego jak chmura z której spadł pierwszy deszcz. Najszybciej wzbierają małe kanały melioracyjne na razie najbardziej zagrażające osiedlom mieszkaniowym. Wody przybywa także w największych podkarpackich rzekach. Na szczęście powoli. I tak najgroźniejsza sytuacja jest na Ropie w Ujściu Gorlickim . Tam stan ostrzegawczy przekroczony został o 8 centymetrów. Na Sanie największy przybór wody odnotowano w Dynowie bo o ponad pół metra. Na wodowskazie w Rzeszowie poziom Wisłoka wzrósł o 90 centymetrów. Na Wisłoce w Krajowicach o prawie 30 na Jasiołce w Jaśle o 16 a na Wiśle w Szczucinie o prawie 30 centymetrów. Choć te cyfry nie oznaczają sytuacji alarmowej to pracownicy służb ratowniczych z niepokojem patrzą w niebo.
Romuald Lipczyński, Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego
-„Niepokój nasz budzi strefa dużych opadów, które w tej chwili znajdują się nad Sudetami i przy cyrkulacji zachód - wschód spodziewamy się, że te opady w godzinach nocnych dotrą nad nasze województwo. Jednak według naszych prognoz obejmą północną część województwa.”
Dmuchając na zimne podjęto decyzje o skruszeniu tafli lodowej na zaporze w Rzeszowie i Mokrzcu. Obejdzie się bez ładunków wybuchowych, bo lód ma się połamać pod wpływem zmiany poziomu wody w zbiornikach. Wielka powódź na razie nam nie grozi.
film TVP Źródło:
TVP